Etykiety
barbarzyńcy
(2)
brama kosmiczna
(1)
Engmont Farasz
(1)
era mroku
(3)
fantastyka
(4)
fantastyka postapokaliptyczna
(1)
fantasy
(4)
Hasterisk Fjutgaardt
(1)
heroic fantasy
(2)
Howard
(1)
jeźdźcy
(1)
karczma
(1)
karczmarz
(1)
Kreacz
(1)
kusza
(1)
opowiadanie
(2)
Pablo Sauromata
(3)
piwo
(1)
portal
(1)
post-apo
(1)
postapokalipsa
(1)
przejście
(1)
Rae Ragis
(1)
science fiction
(1)
średniowiecze
(1)
światy równoległe
(1)
Toaden
(1)
Tomwil
(1)
topór
(1)
weird tales
(1)
Wrocław
(1)
poniedziałek, 14 września 2015
Era Mroku odc. 2
Poprzedni odcinek
– Dwa kufle piwa!
Człowiek, który wkroczył jako pierwszy, zapewne był kupcem. Jego szata wyglądała na kosztowną, a u pasa przywieszony miał jedynie kord w bogato zdobionej złotem pochwie. Drugi przypominał trochę wojownika, ale nie był zbyt rosły. Miał lekki pancerz i głowę ogoloną na łyso z pozostawionym z tyłu czarnym warkoczem. Bardziej jak zwiadowca lub tropiciel.
– Siadaj Kreacz – powiedział kupiec i sam zbliżył się do kontuaru.
Karczmarz niechętnie i z ociąganiem nalał dwa kufle, postawił przed przybyszem.
– Dwa srebrne goliaty – rzucił wracając do swojego zajęcia.
– Drogie u was piwo gospodarzu – zaśmiał się człek w zdobnej szacie. – Oby było warte swojej ceny.
Rzucił na blat dwie, niewielkie monety i uniósł kufel. Piana spływała mu po wąsach, a grdyka pracowała miarowo.
– Dobre – wysapał odstawiając do połowy opróżniony kufel. – Zimne!
– Opuszczam beczkę na dno studni – mruknął niechętnie Toaden.
Był dość rzadkim typem karczmarza, który nienawidził ludzi. Szczególnie tych, którzy zawracają mu głowę próbując zagadnąć. Liczył, że przybysze wychylą po kufelku i ruszą dalej. Niestety nie zanosiło się na to.
– Szukamy człowieka o nazwisku Farasz – powiedział kupiec. – Mówi ci to coś?
– Nic a nic – odparł zgodnie z prawdą karczmarz.
– No to może – zrobił pauzę, by zbudować napięcie – Sauromata?
– Pierwsze słyszę.
– Widzisz Kreacz? – krzyknął do tego drugiego, który rozsiadł się wygodnie przy stole. – Okazuje się, że nasz bohater wcale nie jest taki sławny jak mówią. Nie dotarli tu jeszcze bardowie śpiewający o jego mężnych czynach.
Facet przy stole zaśmiał się ponuro.
– Nigdy nie słyszeliście tutaj o Pablo Sauromacie, który pokonał samego Morgwila Sromotnego, Stagrida Gwałciciela i jeszcze kilku innych oprychów pustoszących trakty handlowe od grodu Tomwila, aż do Haakaren?
– To właśnie przed chwilą powiedziałem – odparł Toaden wycierając po raz kolejny, czysty już kontuar. Starał się jednocześnie nie oddalać zbytnio od ukrytej broni.
– Rzadko tutaj docierają wieści z południa.
Kupiec zamyślił się.
– No tak. Miasto Howard podupadło chyba ostatnimi laty, nieprawdaż?
– Odkąd zamknięto kopalnię.
– Zamknięto… – zaśmiał się gbur przy stole.
– W pewnym sensie zamknięto – kupiec przyznał rację karczmarzowi. – Dokładnie tak, jak mówi nasz małomówny przyjaciel. Jak masz na imię karczmarzu?
– Toaden.
– Toaden. Wspaniałe imię. Z pewnością tatuś i mamusia lubili pradawne mity o herosach?
– Być może. Ale imię otrzymałem po dziadku Toadenie, który był górnikiem.
– Więc pewnie i ty jesteś niezłym wojem, co?
– Jestem karczmarzem – odparł Toaden kładąc dłoń na kuszy.
Kupiec podniósł drugi kufel piwa i skierował swoje kroki do stołu, przy którym siedział w ciszy wojownik.
– A zatem! – powiedział nieco głośniej stawiając kufel. – Mówisz, że nigdy w tej okolicy nie widziałeś ani Engmonta Farasza, ani Pablo Sauromaty?
– Nie widziałem.
– A niech mnie Kreacz! Moja stara matka powiadała, że karczmarze zawsze wiedzą wszystko, a tymczasem ten tutaj nie wie nic. Nie będziemy marnowali więcej czasu pana gospodarza. Kończ to piwo i żegnamy się.
Ten, którego kupiec nazwał Kreaczem, zbliżył się do kontuaru i wypił duszkiem cały kufel zimnego piwa. Gdy Toaden odetchnął już z ulgą, odwiesił szmatę na wieszak spuszczając na chwilę wzrok. Kiedy znów spojrzał na swoich gości, ujrzał wycelowaną w siebie kuszę.
– Nienawidzę być okłamywanym! – wrzasnął kupiec.
Bełt o średnicy dwóch palców z głuchym hukiem wbił się w ścianę przyszpilając do niej głowę karczmarza. Krew sącząca się po ścianie szybko utworzyła na podłodze sporą kałużę.
Keacz przechylił się przez kontuar cmokając z uznaniem, po czym zagarnął z lady dwie monety i schował do swojej sakiewki.
Fot. pixabay.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz