poniedziałek, 14 września 2015

Era Mroku odc. 2



Poprzedni odcinek

– Dwa kufle piwa!

Człowiek, który wkroczył jako pierwszy, zapewne był kupcem. Jego szata wyglądała na kosztowną, a u pasa przywieszony miał jedynie kord w bogato zdobionej złotem pochwie. Drugi przypominał trochę wojownika, ale nie był zbyt rosły. Miał lekki pancerz i głowę ogoloną na łyso z pozostawionym z tyłu czarnym warkoczem. Bardziej jak zwiadowca lub tropiciel.

– Siadaj Kreacz – powiedział kupiec i sam zbliżył się do kontuaru.

Karczmarz niechętnie i z ociąganiem nalał dwa kufle, postawił przed przybyszem.

– Dwa srebrne goliaty – rzucił wracając do swojego zajęcia.

– Drogie u was piwo gospodarzu – zaśmiał się człek w zdobnej szacie. – Oby było warte swojej ceny.

Rzucił na blat dwie, niewielkie monety i uniósł kufel. Piana spływała mu po wąsach, a grdyka pracowała miarowo.

– Dobre – wysapał odstawiając do połowy opróżniony kufel. – Zimne!

– Opuszczam beczkę na dno studni – mruknął niechętnie Toaden.

Był dość rzadkim typem karczmarza, który nienawidził ludzi. Szczególnie tych, którzy zawracają mu głowę próbując zagadnąć. Liczył, że przybysze wychylą po kufelku i ruszą dalej. Niestety nie zanosiło się na to.

– Szukamy człowieka o nazwisku Farasz – powiedział kupiec. – Mówi ci to coś?

– Nic a nic – odparł zgodnie z prawdą karczmarz.

– No to może – zrobił pauzę, by zbudować napięcie – Sauromata?

– Pierwsze słyszę.

– Widzisz Kreacz? – krzyknął do tego drugiego, który rozsiadł się wygodnie przy stole. – Okazuje się, że nasz bohater wcale nie jest taki sławny jak mówią. Nie dotarli tu jeszcze bardowie śpiewający o jego mężnych czynach.

Facet przy stole zaśmiał się ponuro.

– Nigdy nie słyszeliście tutaj o Pablo Sauromacie, który pokonał samego Morgwila Sromotnego, Stagrida Gwałciciela i jeszcze kilku innych oprychów pustoszących trakty handlowe od grodu Tomwila, aż do Haakaren?

– To właśnie przed chwilą powiedziałem – odparł Toaden wycierając po raz kolejny, czysty już kontuar. Starał się jednocześnie nie oddalać zbytnio od ukrytej broni.

– Rzadko tutaj docierają wieści z południa.

Kupiec zamyślił się.

– No tak. Miasto Howard podupadło chyba ostatnimi laty, nieprawdaż?

– Odkąd zamknięto kopalnię.

– Zamknięto… – zaśmiał się gbur przy stole.

– W pewnym sensie zamknięto – kupiec przyznał rację karczmarzowi. – Dokładnie tak, jak mówi nasz małomówny przyjaciel. Jak masz na imię karczmarzu?

– Toaden.

– Toaden. Wspaniałe imię. Z pewnością tatuś i mamusia lubili pradawne mity o herosach?

– Być może. Ale imię otrzymałem po dziadku Toadenie, który był górnikiem.

– Więc pewnie i ty jesteś niezłym wojem, co?

– Jestem karczmarzem – odparł Toaden kładąc dłoń na kuszy.

Kupiec podniósł drugi kufel piwa i skierował swoje kroki do stołu, przy którym siedział w ciszy wojownik.

– A zatem! – powiedział nieco głośniej stawiając kufel. – Mówisz, że nigdy w tej okolicy nie widziałeś ani Engmonta Farasza, ani Pablo Sauromaty?
– Nie widziałem.

– A niech mnie Kreacz! Moja stara matka powiadała, że karczmarze zawsze wiedzą wszystko, a tymczasem ten tutaj nie wie nic. Nie będziemy marnowali więcej czasu pana gospodarza. Kończ to piwo i żegnamy się.

Ten, którego kupiec nazwał Kreaczem, zbliżył się do kontuaru i wypił duszkiem cały kufel zimnego piwa. Gdy Toaden odetchnął już z ulgą, odwiesił szmatę na wieszak spuszczając na chwilę wzrok. Kiedy znów spojrzał na swoich gości, ujrzał wycelowaną w siebie kuszę.

– Nienawidzę być okłamywanym! – wrzasnął kupiec.

Bełt o średnicy dwóch palców z głuchym hukiem wbił się w ścianę przyszpilając do niej głowę karczmarza. Krew sącząca się po ścianie szybko utworzyła na podłodze sporą kałużę.

Keacz przechylił się przez kontuar cmokając z uznaniem, po czym zagarnął z lady dwie monety i schował do swojej sakiewki.

Fot. pixabay.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz